Polish Czech English French German Italian Portuguese Russian Spanish Turkish

Okoniowy trolling

07. 10. 28
Wpis dodał: Kulashaker
Odsłony: 6158
okonietrol
 
Druga połowa sierpnia i wrzesień nad większością jezior jest czasem wielkiego okonia. Niestety rzadko już można zobaczyć jak od okoniowych ataków gotuje się woda. Jednak na początku okoniowych żniw, garbusy grasują niewielkimi i na dodatek rozproszonymi na całej powierzchni jeziora stadami. Wtedy właśnie pojawia się znakomita okazja do trollingowych łowów. Metoda ta bywa wtedy dużo skuteczniejsza od „klasycznego” spinningu. Tym bardziej, że owe widowiskowe ataki na stada wszelkiej jeziorowej drobnicy: uklei, stynek i drobnych sielaw, następują złośliwie po za zasięgiem normalnego rzutu.
 
piotrokon
 
Zazwyczaj bywa tak. Stoisz na „bankowej” górce, gdzie zawsze łowisz worek garbusów, a tu jakieś 70 – 80 metrów od Ciebie, a w zasadzie od Twojej zakotwiczonej łódki, bije okoń. Podnosisz, więc kotwicę i by zbliżyć się nieco do rozżartych drapieżników bierzesz się za wiosła. A te… przenoszą się o kilkadziesiąt metrów dalej. Znów podpływasz, a one furt dalej po za zasięg rzutu. Zirytowany niemożliwością dosięgnięcia ryb… zarzucasz, więc przynętę. Odpalasz silnik i po kilku minutach płynięcia czujesz silne uderzenie… Ładny półkilogramowy okoń ląduje po krótkiej walce w podbieraku. Jesteś już Czytelniku na dobrej drodze. Na początku, wszystko wyda Ci się proste. Przecież wystarczy tylko wyrzucić niewielkiego tonącego woblera o bardzo agresywnej akcji, odpalić maszynę, przepłynąć w okolicy szalejących przed chwilą okoni i już są brania, i już są ryby… I w zasadzie masz rację!!! Lekki trolling, bowiem to przyjemna, dość łatwa i co najważniejsze skuteczna metoda połowu pasiastych drapieżników.
 
W trakcie dość długiego już uganiania się z wędka, przynętą i silnikiem za rybami w mej głowie ułożyło się kilka reguł, a raczej prawidłowości. Oto one:
 
Pierwszą i najważniejszą - jest przekonanie siebie do tego, że nawet na płytkich akwenach praca mechanicznego silnika NIE PŁOSZY RYB.
Druga - głębokość prowadzenia przynęty zależy głównie od odległości jej od łódki i prędkości płynięcia. Czym wolniej płyniemy i czym mamy dalej wyrzuconą przynętę tym głębsze obszary łowiska penetrujemy.
Trzecia - powinno używać się przynęt nie skręcających żyłek.
Czwarta – do dorożki można zastosować dużo grubszą żyłkę niż do spinningowania.  
 
A teraz pozwólcie Państwo, że pomarudzę trochę o sprzęcie. Dobre dorożkowe wędzisko do połowów garbusów powinno łączyć z sobą dwie przeciwstawne cechy. Musi być mocne, co ułatwia samo zacięcie ryby i bardzo miękkie o akcji parabolicznej. Ta druga cecha zdecydowanie ułatwia hol, łagodząc ewentualne błędy łowcy. -Ja używam dwóch wędzisk - „trzęsiawki”, czyli skonstruowanego na blanku muchówki (2,75 m 5-15g) wędziska „Daiwa” „Zander Pro” i tej samej długości „Aquariusa” o ciężarze rzutowym od 3 do 7 g wykonanego przez Leona Świdwickiego. Obie podobnie jak Konger „Tango” 2,45 m do 7 g i „HM 62 -Perch” Dragona nadają się do trollingowania zarówno woblerami jak i gumami. Bardzo dobrymi wędziskami do okoniowej dorożki, w której jako przynętę stosuje się małe twisterki, lub najmniejsze kopytka są wszelkie wyposażone delikatne końcówki wędki typu multipicker, a także delikatne wklejanki. Kołowrotki lekkie o bardzo czułym płynnie działającym hamulcu z żyłką o grubości od 0,16 do 0,20mm.Wewnątrz łodzi musi znajdować się podbierak. 
 
piotrokonek
 
Przynęty to przede wszystkim woblery. Jeśli zaś chodzi o ich kolory, to ich dobór uzależniam od… pogody. Gdy jest jasno stosuję stonowane raczej ciemne przynęty, gdy woda zakwita, a dzień jest pochmurny ciemny, wtedy skuteczniejsze wydają mi się przynęty o jaskrawych barwach. Z doświadczenia wynika, że w krótkich woblerkach typu „Hornet 4” lub „Butcher” dobrze jest zdjąć przednią kotwicę, którą można zastąpić ciężarkiem, a tylnią zastąpić kotwiczką o numer bądź dwa numery większą. 
 
Przynętę prowadzę dość szybko w odległości 20 do 30 metrów za łódką, a okoni szukam w wolnej od roślinności toni jeziora. Wędkę zawsze trzymam w dłoni, by natychmiast tuż po ataku rozpocząć delikatny hol ryby. Brania zwykle są bardzo mocne, a okonie zacinają się same. Trzymając wędkę w ręku chodzi nie tyle o zacięcie, ile o… osłabienie impetu brania, a tym samym o uratowanie delikatnego i bardzo kruchego pyska ryby. Rozwalenie okoniowej mordy jest wszak głównym powodem nieskutecznych holi tych ryb. Owszem, wielokrotnie próbowałem przytrzymywać wędzisko w specjalnym uchwycie, ale… notowałem wtedy bardzo wiele „pustych” brań…. Z czego jasno wynika, że przynajmniej w czasie trollingowego łowienia okoni, lenistwo nie popłaca. 
 
Bardzo dobrym i zarazem skutecznym udoskonaleniem woblera jest zastosowanie zamiast przedniej kotwiczki niewielkiego ciężarka w przypadku „Horneta 4” i tej samej wielkości „Butchera” (nie zależnie czy tonącego, czy pływającego) o wadze nawet do 8-10 g. Takie dozbrojenie pozwala na dalsze rzuty podczas „normalnego” wędkowania, ale też umożliwia głębsze jej poprowadzenie. Natomiast tylko nieznacznie uspokaja akcję przynęty. 
 
Kolejną dalekosiężną okoniową przynętą w palecie wyrobów „Salmo” są najmniejsze 7 cm Slidery. Wielokrotnie podczas okoniowych ataków pokazały mi swą skuteczność. Ich niepodważalną zaletą jest spory ciężar i bardzo agresywna praca. Jednak, kiedy złośliwe okonie atakują po za zasięgiem rzutu nawet “Sliderem”, czy dociążonym “Hornetem” pozostaje zawsze okoniowy troll… 
 
Ach zapomniałbym pochwalić się odkryciem z przed dwóch lat. Podczas upalnego lata, często garbusy stadami czają się wśród roślinności. W lecie 2002 roku „wynalazłem” na nie sposób. Supertajną bronią, która co najmniej od trzech lat tkwiła w moim pudełku, były poppery z „Salmo”. Żaden drapieżnik nie jest w stanie oprzeć się ich „chlapiącej” pracy. Muszę się pochwalić, że połowem drapieżników na te przynęty, zaraziłem wielu miejscowych i przyjezdnych łowców drapieżników odwiedzających jezioro Wierzchowskie. Poppery i bardzo płytko chodzące „Slidery” są znakomitymi przynętami nie tylko na garbusy, ale i na czające się przy roślinności szczupaki. Zawsze też można trafić spinningowy rarytas w postaci dużej wzdręgi. Gdy po raz pierwszy zobaczysz Szanowny Czytelniku atak niemal metrowego szczupaka (mój popperowy rekord 87 cm), czy pół kilowego okonia, lub wielkiej wzdręgi na poppera, na zawsze ulegniesz magii tej wyjątkowo letniej przynęty. Niestety, szczególnie szczupaki rzadko się na nią zacinają. No cóż. Przecież nie zawsze chodzi nam o mięso. 
 
Karol Zacharczyk
redaktor czołowego, polskiego magazynu wędkarskiego
“Wiadomości Wędkarskie” 

Partnerzy

https://www.moczykije.pl/sztuka-wedkowania/200-okoniowy-trolling.html
Do góry