Polish Czech English French German Italian Portuguese Russian Spanish Turkish

Thrill, czyli Dreszcz

07. 08. 02
Wpis dodał: Kulashaker
Odsłony: 6382
dreszczyk
 
Boleń fascynuje coraz liczniejszą grupę wędkarzy. Kiedy wydaje się, że już mamy na niego sposób i odpowiednie przynęty, ten w czasie jednej wyprawy potrafi ostudzić nasz optymizm. Prowokuje widowiskowymi atakami, a my czujemy się bezradni.
   
    Takie sytuacje są wyzwaniem i motorem do poszukiwań nowych, cudownych przynęt, dzięki którym uda się być może opanować tę nieobliczalną rybę. Z tego powodu zdecydowana większość boleniówek to „rękodzieła” wędkarzy wymyślane pod konkretne wody i ryby. O ich skuteczności krążą często legendy trudne do zweryfikowania, ponieważ dostęp do nich ma najczęściej wąskie grono wtajemniczonych. Zdecydowanie mniej jest przynęt ogólnie dostępnych, uniwersalnych, sprawdzających się na wielu wodach w różnych porach i warunkach. Grupę tych przynęt zasilił w tym roku wobler o intrygującej nazwie
„Thrill”, czyli Dreszcz.
 
    Waży on 12 g, a do wyboru mamy 3 klasyczne kolory boleniowe. Tę imitację uklei perfekcyjnie zaprojektowała i wykonała firma Salmo. Prezentuje się ona świetnie nie tylko w pudełku, ale wygląda też bardzo naturalnie w wodzie. To z pewnością wielki atut tych przynęt. Akcja Thrilla to delikatne kolebanie się na boki, dające ciąg wabiących refleksów. Jednocześnie przynęta ta płynie lekko zygzakując. Dzięki dobremu wyważeniu nie sprawia żadnych kłopotów w locie i osiąga się nią bez problemów dystans 40 m. Miałem możliwość używania tych woblerów od sierpnia 2006 r. Do listopada udało mi się złowić na nie ponad 40 boleni, a muszę zaznaczyć, że ten sezon był od początku bardzo trudny ze względu na anomalia pogodowe. Z moich doświadczeń wynika, że tego rodzaju przynęty lepiej spisują się wiosną, dlatego myślę, że najlepsze dopiero przede mną. Ponieważ najczęściej łowię odwiedzając łodzią przeróżne miejsca, miałem możliwość sprawdzić, na ile uniwersalny jest Thrill. Aby test był pełny, na wszystkich wyprawach towarzyszył mi kolega, który łowił w tym samym czasie na nasze sprawdzone przynęty. W tej konfrontacji wobler Salmo wypadł znakomicie, zaskakując mnie wielokrotnie. Już pierwsza złowiona ryba dostarczyła nie lada emocji. Stanąłem na końcu opaski, gdzie w stojącej wodzie zauważyłem wir po ataku bolenia. Zmarszczka na wodzie pokazała mi, w którym kierunku odpłynęła ryba. Błyskawicznie posłałem przynętę do wody, prowadząc ją tak, aby przepłynęła obok ryby. Boleń zaatakował bez wahania. Poczułem, że mam do czynienia z wyjątkową przynętą, ponieważ ryby z takich miejsc są obiektywnie trudne do złowienia. Nie chciałbym sugerować, że Thrill złowi bolenia wszędzie. Ryby te występują w bardzo różnych miejscach, dostosowując taktykę polowania do zewnętrznych warunków. Z tego powodu nie można zrobić przynęty na każdą sytuację.
 
thrill
   
     Jak to z łowieniem boleni bywa, wiele zależy od umiejętności i wiedzy łowiącego.
    Opiszę więc kilka klasycznych stanowisk tej ryby oraz podpowiem, jak w tych miejscach najlepiej wykorzystać możliwości nowej przynęty. Ponieważ Thrill ma mocną, wyraźną akcję, dającą dosyć silną falę hydroakustyczną, idealnymi miejscami do połowu będą odcinki z gwałtownie płynącą wodą, zawirowaniami i wstecznymi nurtami. Takie warunki występują między innymi
na przelewach.
 
stanowiska
   
    Thrill w takich miejscach jest namierzany szybciej niż inne przynęty i ryby startują do niego z premedytacją, a nie na zasadzie przypadkowego spotkania. Przelewy to pozornie jedne z łatwiejszych do łowienia miejsc, ponieważ duży szum wody osłabia ostrożność drapieżników. Proste łowienie, polegające na przecinaniu przynętą na oślep przelewu, daje najczęściej średnie ryby, a miejscówka dosyć szybko się „wypala”. Jeśli przyjrzeć się dokładnie, to w pozornym bałaganie przelewu można zaobserwować charakterystyczne miejsca. Warkocze sąsiadują z obszarami martwej wody, w której gromadzi się ukleja. Umiejętne wykorzystanie układu nurtu znacznie zwiększa nasze szanse. Bolenie najczęściej czyhają w warkoczach, dlatego należy tak prowadzić przez nie wobler, aby dawał on dosyć mocne drgania, a jednocześnie nie przemknął przez nie jak pocisk. Regulujemy to kątem prowadzenia względem nurtu, prędkością zwijania oraz unoszeniem szczytówki. Wobler nie powinien przepływać przez środek zastoisk z uklejami, bo to je często płoszy. Najlepiej przeprowadzić go obrzeżem i zwolnić prędkość prowadzenia, unosząc sukcesywnie szczytówkę jak najwyżej. Nic tak znakomicie nie prowokuje bolenia do ataku, jak przynęta płynąca ku powierzchni. Największe bolenie stoją najczęściej na końcu przelewu oraz tam, gdzie rozmywają się warkocze. Często, aby mieć szanse je złowić, trzeba posłużyć się łódką. Duże bolenie są bardzo płochliwe, dlatego stosuję przy ich połowie 2 zasady. Kotwiczę się jak najdalej od ich stanowiska (uwzględniając zasięg przynęty) i obrzucam je bardzo oszczędnie. Łowiąc Thrillem, należy ustawić się poniżej stanowiska ryby, tak aby przynęta przy ściąganiu wytwarzała wyczuwalny, ale niezbyt duży opór. Thrill jest tak skonstruowany, że przy słabym naporze wody płynie bez drgań. Dopiero przekroczenie pewnej granicy wprawia go w kolebanie. Wykorzystywanie tej charakterystyki daje łowiącym duże pole do popisu.
 
bolek
 
Opaski
 
to drugie pod względem atrakcyjności miejsca dla Thrilla. W zdecydowanej większości sytuacji należy łowić z nurtem. Być może niektórych młodych spinningistów zdziwi to, że przy takim prowadzeniu wobler idzie dosyć głęboko. To jednak klasyka łowienia boleni. Łowienie z powierzchni jest emocjonujące, bo obfituje w dużą ilość akcji, ale daje zdecydowanie mniej zaciętych ryb. Najlepsze miejsca przy opaskach to te, gdzie występują tzw. odmęty gromadzące drobnicę. Aby płoszyć ją jak najmniej, należy rzucać dalej od brzegu, a następnie naprowadzać przynętę na obrzeża spokojnej wody. Jeśli przy opasce występują podwodne przeszkody burzące mocno nurt, lepszym sposobem będzie łowienie pod prąd. Tak jak w przypadku przelewów, chodzi o to aby rapy szybko wyczuły naszego Thrilla. Kolejnym naszym celem powinny być
ostrogi.
 
    Łowienie na ostrogach nie jest zbyt skomplikowane i większość wędkarzy radzi sobie na nich dobrze. Łowiąc Thrillem, należy w krytycznym momencie, kiedy wpływa on z nurtu w zakole, Robert Hamer biała strzałka – kierunek nurtów i zawirowań czarna strzałka – ulubiona trasa wędrówek boleni za ostrogą zielone kropki – miejsca koncentracji uklei w zakolu żółta strzałka – stanowiska wędkarza i tor prowadzenia przynęty prowadzić go 20–30 cm pod lustrem wody. Kiedy znajdzie się w spokojnej wodzie, unosimy szczytówkę jak najwyżej, zwalniając prędkość zwijania. Potem ponownie zaczynamy przyspieszać. Takie prowadzenie jest zdecydowanie mniej „inwazyjne” od przeciągania przynęty z „prędkością światła”. Odcinek Wisły, na którym łowię, jest dosyć nietypowy. Szerokie, płytkie koryto z wieloma wypłyceniami wymusza nieco inną taktykę łowienia. Dużych ryb należy szukać zdecydowanie dalej za ostrogą. Największym problemem jest dostanie się na rozległe wypłycenie tworzące się za warkoczem. To na nich gromadzi się drobnica, ponieważ płytka woda jest dla nich jedyną ochroną przed boleniami. Staram się zawsze łowić stojąc tak, aby stado drobnicy znajdowało się między mną a boleniami. Akurat w tej sytuacji ewentualne płoszenie uklei działa na moją korzyść, ponieważ odpływa ona na głębszą wodę, co prowokuje bolenie do działania.
    Thrill zdecydowanie nie jest przynętą pierwszych rzutów. To bardzo ważna uwaga, ponieważ dosyć powszechnym wśród spinningistów jest szybkie, niecierpliwe obławianie dużej ilości miejsc. Wobler ten pokazał wielokrotnie, że cierpliwość popłaca i w zasobnych miejscach łowił ryby regularnie, a to cecha najlepszych przynęt. Jest to nowość w szerokim tego słowa znaczeniu, ponieważ nietypowa jej akcja nie przystaje do wyobrażeń wielu wędkarzy. Jest na to tylko jedna rada, należy odrzucić uprzedzenia i dać Thrillowi szansę.
 
Robert Hamer

Partnerzy

https://www.moczykije.pl/sztuka-wedkowania/161-thrill-czyli-dreszcz.html
Do góry